Praliny - prawdziwa biżuteria wśród produktów czekoladowych.
Wspaniałe w kształcie, niezrównane w smaku. W znanej nam postaci narodziły się w Brukseli.

Słowo “pralina” pochodzi od diuka Cezara de Choiseul (1598-1675), marszałka Plessis-Praslin i ministra stanu w rządzie Ludwika XIII. W historii zapisana jest opowieść, jak to szef kuchni diuka Plessis-Praslin przypadkowo rozlał wrzący karmel na migdały tworząc w ten sposób przysmak znany “zapiekanymi migdałami”.
Natomiast, Farmaceuta Fryderyk Neuhaus otworzył w Brukseli ok. roku 1850 aptekę w której oprócz medykamentów sprzedawał z powodzeniem słodycze będące także lekarstwem (szczególnie na depresję;) ale o tym innym razem) , w tym “prasline”, czyli właśnie migdały w prażonym cukrze. Jego syn i spadkobierca, Jan Neuhaus, po wielu eksperymentach “opakował” pralinki w czekoladę i tak w 1912 roku narodziła się nadziewana czekoladka zwana dziś popularnie „Pralinką”.
Praliny są sprzedawane w samej Belgii w ponad 2200 specjalistycznych sklepach. W Polsce jesteśmy na początku tej drogi.. (ale od małych kroków się zaczyna).
Dla mnie osobiście PRALINKI to po prostu prawdziwa, żywa biżuteria.
Prawdziwą sztuką jest zrobić te małe, kunsztownie udekorowane cudeńka.
Wśród całych zastępów, od bardzo średniej jakości przemysłowych produktów napełnianych ganaszem (nadzieniem) dostępnych już za kilka złotych, poprzez coraz więcej pojawiające się na naszym rynku (nareszcie!) pralinki także wytwarzane maszynowo, jednak już z coraz oryginalniejszym nadzieniem, oblane ciemną lub mleczną czekolada do wyboru po prawdziwe Diamenty….. ręcznie dekorowane praliny ciesząc nasze oczy różnorodnością kolorów (jak te ślicznie różowe „kir royal”
które bardzo szybko znikają z naszej pralinetki), z pistacjowego marcepana, zieloną herbatą, wódką i wielu, wielu innych…
Taka sztuka udaje się niewielu. To zawsze efekt najwyższej klasy produktów, olbrzymiego doświadczenia chocolatiers, receptur przekazywanych i udoskonalanych przez pokolenia, oraz częściowo ręcznej produkcji.Podobnie jak z winem, tak naprawdę dobre praliny docenia się z czasem, gdy nasz smak jest na to gotowy.
Fantastycznie smakują ze schłodzonym, musującym winem wieczorem z przyjaciółmi przed kolacją…
To Praliny - prawdziwa biżuteria wśród produktów czekoladowych.
Wspaniałe w kształcie, niezrównane w smaku. W znanej nam postaci narodziły się w Brukseli.
Słowo “pralina” pochodzi od diuka Cezara de Choiseul (1598-1675), marszałka Plessis-Praslin i ministra stanu w rządzie Ludwika XIII. W historii zapisana jest opowieść, jak to szef kuchni diuka Plessis-Praslin przypadkowo rozlał wrzący karmel na migdały tworząc w ten sposób przysmak znany “zapiekanymi migdałami”.
Natomiast, Farmaceuta Fryderyk Neuhaus otworzył w Brukseli ok. roku 1850 aptekę w której oprócz medykamentów sprzedawał z powodzeniem słodycze będące także lekarstwem (szczególnie na depresję;) ale o tym innym razem) , w tym “prasline”, czyli właśnie migdały w prażonym cukrze. Jego syn i spadkobierca, Jan Neuhaus, po wielu eksperymentach “opakował” pralinki w czekoladę i tak w 1912 roku narodziła się nadziewana czekoladka zwana dziś popularnie „Pralinką”.
Praliny są sprzedawane w samej Belgii w ponad 2200 specjalistycznych sklepach. W Polsce jesteśmy na początku tej drogi.. (ale od małych kroków się zaczyna). Dla mnie osobiście PRALINKI to po prostu prawdziwa, żywa biżuteria.
Prawdziwą sztuką jest zrobić te małe, kunsztownie udekorowane cudeńka.
Wśród całych zastępów, od bardzo średniej jakości przemysłowych produktów napełnianych ganaszem (nadzieniem) dostępnych już za kilka złotych, poprzez coraz więcej pojawiające się na naszym rynku (nareszcie!) pralinki także wytwarzane maszynowo, jednak już z coraz oryginalniejszym nadzieniem, oblane ciemną lub mleczną czekolada do wyboru po prawdziwe Diamenty….. ręcznie dekorowane praliny ciesząc nasze oczy różnorodnością kolorów (jak te ślicznie różowe „kir royal”
które bardzo szybko znikają z naszej pralinetki), z pistacjowego marcepana, zieloną herbatą, wódką i wielu, wielu innych…
Taka sztuka udaje się niewielu. To zawsze efekt najwyższej klasy produktów, olbrzymiego doświadczenia chocolatiers, receptur przekazywanych i udoskonalanych przez pokolenia, oraz częściowo ręcznej produkcji.
Podobnie jak z winem, tak naprawdę dobre praliny docenia się z czasem, gdy nasz smak jest na to gotowy.
Fantastycznie smakują ze schłodzonym, musującym winem wieczorem z przyjaciółmi przed kolacją…